
Samochód nie byłby dla mnie wcale interesujący, gdyby nie to, że wyglądał na wersję USDM. Okazało się, że to coś jeszcze rzadszego - auto w specyfikacji kanadyjskiej, co ciekawe, od nowości w Polsce. Wydębiłem numer do właściciela, zadzwoniłem w weekend, wynegocjowałem bardzo dobrą cenę i... umówiłem lawetę. Nie minął tydzień, a na podjeździe pojawiło się to:

Cóż to takiego? Volvo 850, rocznik 1995, od nowości w Polsce, zamówiony w Volvo w specyfikacji kanadyjskiej. Przebieg - realny - 132 000 km. Auto generalnie dość przyzwoite, minus obtarcia, obicia, plus zgnite błotniki przód.

Wnętrze, poza fotelem kierowcy, zaciętym schowkiem i jakimiś drobnymi pęknięciami - w bardzo dobrym stanie. Klimatyzacja działa, szyby i lustra też.



Pod maską silnik B5252 o mocy 144 koni, połączony z automatem. Silnik pracuje poprawnie, ale ma rurę spiro zamiast tej łączącej airbox z silnikiem i jest mega brudny z jakiegoś piachu

Powoli zabrałem się za uzupełnienia - kierunki i komputer pokładowy...

A także całkiem ładne błotniki - w kolorze!


Auto trafiło dzisiaj do warsztatu, gdzie czeka je wymiana rozrządu, płynów, przejrzenie hamulców i inne drobne prace. Potem - dołożenie haka, który właśnie jest piaskowany. Dalej... no cóż, 960 nie wraca w najbliższym czasie, więc pewnie posłuży jako bułkowóz. Możliwe, że doczeka się siostrzanego auta - w trochę mocniejszej wersji. Na pewno posłuży jako drugie auto domowe - obok tego, co kryje się na poniższych zdjęciach, a co czeka jeszcze u blacharza...

