Wiele razy podejmowałem już decyzję, że mam dość zbierania gratów, że posprzątam parking, że zostawię jedno, może dwa (ostatecznie trzy, no moooże cztery...) auta i wezmę coś w leasing/wynajem długoterminowy. Takie Audi Q5, czy BMW 520 z salonu kosztują miesięcznie jakieś 50-60% tego, co potrafi pójść na naprawy, części, jakieś inne pierdoły i takie tam. A jeszcze da się to wziąć na firmę i odpisać od kosztów, co też miałoby sens.
No ale zawsze znajdzie się taki jeden (albo i kilku), którzy podeślą ogłoszenie z sieci, że zobacz, że tanio, że blisko, że takiego jeszcze nie masz (z tym coraz trudniej), albo taki masz, ale będziesz miał drugi w innym kolorze. Nie inaczej było wtedy, kiedy zdecydowałem się pozbyć Dentysty (który ofkoz dalej stoi na parkingu za stodołą). Pewien dżentelmen (pewnie zaraz się ujawni) wyczaił, że nieopodal mojego domu ktoś wystawił ogłoszenie z kiszonym w krzakach tym oto samochodem:








W ogłoszeniu nie było zbyt wiele danych, ale analiza zdjęć pozwoliła dość szybko ustalić, że to 244 diesel z pierwszego roku produkcji - temat o tyle rzadki, że wyprodukowano ich ledwie 600 czy coś koło tego. Samochód nie wyglądał źle - może z pominięciem mocno zarośniętego silnika. Szybki telefon, ustalenie, gdzie auto stoi i w weekend udało się podjechać i obejrzeć auto na żywo.






Okazało się, że auto jest całkiem fajnie zachowane - przez kilkanaście lat stało w Niemczech na hali, skąd zostało odkupione i przytargane do Polski. Niestety, ktoś rozkręcił układ wtryskowy, przez co silnik stał otwarty przez parę dobrych lat. Środek był kompletny, z galanterii brakowało tylko jednego napisu. Lampy przednie umierały, do auta nie było kluczyków - taki barnfind, ale postawiony nie _w_ , a _za_ stodołą. Po krótkiej rozmowie ustaliliśmy cenę za auto i... w następny weekend wypożyczyłem lawetę i przewiozłem samochód do siebie:

Wcześniej trzeba było jeszcze dorobić klucze do stacyjki, żeby móc go wciągnąć na rzeczoną lawetę. Problem w tym, że ani dorobiony klucz, ani żaden inny nie pasował do bagażnika. Z racji posiadania kompletnej wkładki w innej klapie zdecydowałem się na rozwiercenie zamka i wstawienie innego. Pozwoliło to na dobranie się do środka, gdzie znajdowało się sporo ciekawych fantów:










Oczywiście większość części, jak to w komisie z przełomu tysiącleci, pochodzi z innych wozów... ale znalazły się też akcesoryjne, wysokie korytka do serii 200 (niestety tylko 3 sztuki), apteczka, winda do podnoszenia auta i... bardzo zdrowa podłoga bagażnika, pomijając oczywiście wnęki na koła
Potem przyszedł czas na drobne prace: demontaż lamp i wysłanie odbłyśników do metalizacji...





Ponowne złożenie boczka lewego i naprawę kieszeni...


Posprzątanie bagażnika i zdobycie brakującego koła zapasowego...

A także zmianę opon, a potem i kół - najpierw w sąsiedniej wsi znalazłem baaardzo tanio kilkuletnie opony zimowe Saetta, potem znajomy znajomego odsprzedał mi swoje Corony:


Żeby nie było za różowo - cała seria prób rozruszania silnika spełza na niczym, niestety pozostawienie go na kilka - albo i kilkanaście? - lat z wykręconymi wtryskami załatwiło sprawę. Żeby było gorzej, przeznaczony dla niego dawca - 940 TDiC - cierpi na ten sam problem, choć tam jest iskierka nadziei, że problem występuje tylko na górze silnika. W każdym bądź razie - będzie się trzeba nauczyć naprawiać diesle...
I jeszcze tytułem ciekawostki: auto na zdjęciu wyprodukowano na początku roku 1979, silnik D24 miał numer seryjny 1415.
Numer nadwozia to 436467. Błękitne Volvo 244 D6, które trafiło na pożegnanie silników Diesla w Volvo to nadwozie numer 455002. Niestety - w ASO nie są w stanie sprawdzić, który to diesel z kolei, ale coś mi mówi, że jeden z naprawdę pierwszych



