Witam się niniejszym na forum, bo chyba jestem mogę, skoro od zeszłego poniedziałku mam Volvo z RWD, prawda?
A historia ze mną trochę śmieszna, bowiem 40-tka na karku, a ja się za kupowanie sobie pierwszego auta w życiu zabrałem (serio! Prawko zrobiłem 5 lat temu i od egzaminu za kółkiem nawet nie siedziałem

. Wszyscy mówili "Kup gruza za 2 tysie, jak się rozleci to żadna strata", a ja nie, ja muszę po swojemu, wolałem od razu zaczynać od auta, o które warto zadbać. Po długim rozglądaniu się czego właściwie ja chcę (stare, ładne kombi - rozważałem różne marki, na przykład E34 mi się zawsze podobały) nagle jakoś tak zaczęła moja uwaga ciążyć w stronę Volvo ogólnie, zwłaszcza że miałem okazję nieco pojeździć w charakterze pasażera V70-tką kolegi. Więc tak się rozglądałem za V70 I, ewentualnie 850, w ograniczonej odległości od domu - żeby w razie zakupu umieć dojechać z powrotem

Ale tak w międzyczasie na jutubie znalazłem filmik Motobiedy o Cegle z Redblockiem, i kilka filmów niejakiego Profesora Chrisa o tymże samym, i dotarło do mnie, że to jest cholera dokładnie to, co ja szanuję: względnie prosta konstrukcja bez wodotrysków i zbędnego pierdolenia, obliczona na trwałość i solidność. Takie coś zawsze szanowałem. A tu akurat w moim mieście nagle pojawiła się 940-tka... tyle że czerwona i w sedanie, czyli kompletnie co innego, niż chciałem. Ale zacząłem się interesować, pojechałem obejrzeć, właścicielem był nie handlarz, tylko rzeczywisty użytkownik, starszy pan po 70-tce i korzystając z pomocy kolegi, który ma obecnie Volvo S40, ale kiedyś jeździł 740, a do tego jest zapalonym mechanikiem obejrzeliśmy auto, oceniliśmy i wyszło że za te pieniądze (6000) trafia się naprawdę super egzemplarz. Rocznik 92, przebiegu około 200k, B230FB, nigdzie nie pognity, tylko z lakierem brzydkim no i kiedyś był puknięty w drzwi kierowcy - szpachla, i to pęknięta... Ale mechanicznie wszystko ok, a środek (welur) jakby dopiero z fabryki wyjechał - dziadek dbał, nie ma bata, zresztą podobno poprzedni właściciem był jeszcze starszy
Efekt jest taki, że choć byłem sceptycznie nieco nastawiony (nie mówiąc o tym, jaki zesrany byłem jadąc do domu, de facto pierwszy raz w życiu prowadząc auto całkowicie samodzielnie, w śniegu i marznącym błocie oraz także pierwszy raz ever z tylnym napędem), to teraz z każdym dniem coraz bardziej mi się podoba i już wiem, że włożę w niego trochę czasu i pieniążków, żeby się prezentował jak powinien, a jest tego godzien

Jeszcze słowo odnośnie nazwy - ten kolor skojarzył mi się ewidentnie z pomidorem (co ma drugie dno, bo wśród wszystkich znajomych jestem znany jako zaprzysięgły wróg tego badziewa, głoszący wszem i wobec, że są największą pomyłką ludzkości obok prasowania), a smok dlatego, że nie mam złudzeń co do apetytu tego silnika
Fotek nie miałem kiedy zrobić, więc na razie wrzucam tylko symbolicznie jedną, z dzisiaj, już z nowymi tablicami.
P.S. chociaż co do tego lakieru, to z kolegą przy okazji wymiany świec i oleju poświęciliśmy 15 minut na lekkie polerowanie maski i efekt jest zdumiewający - spod pomidora wychodzi piękna czerwień! Ale nazwa już zostanie, bo jest głupia, więc mi się podoba
