No i się zaczęło.
Vołowina trafiła na warsztat dwóch pozytywnych braci (blacharz i lakiernik).
Szukałem dobrego, sprawdzonego warsztatu. Pomijając ceny, realny najszybszy termin to druga połowa wakacji. Słabo. Sąsiad ma mieszalnie lakierów i polecił mi braci, którzy u niego się zaopatrują. Często z nich korzystał i nie było skuchy. Są bardzo dobrzy za tą cenę. To stwierdzenie mnie nie przekonało na początku. Jednak pojechałem do kolesi. Panowie ucieszyli się na widok mojej cegły, a to dobry początek

Warsztat mnie nie przekonał, choć widziałem gorsze z droższą robocizną i odpychającym nastawieniem. W sumie to nie warunki są najważniejsze a umiejętności. Bynajmniej tak sobie to tłumacze. Chcieli ¾ wyceny, którą robiłem u innych i start w styczniu. Pomyślałem, blisko domu, a sąsiad dopilnuje użycie właściwych podkładów i itd. Podjadę sprawdzę, po co kombinować. Znajomi mówili, że przesadzam z tym szukaniem. Że przeinwestuje, że można taniej, że nie powinienem tyle ładować w to auto. Kiedy przekroczyłem połowę powiększonego już budżetu (kupno auta, części i akcesoriów), zacząłem kalkulować i zaczynało mieć to sens. Sąsiad z mieszalni spytał o cenę, jaką mi dali po czym wziął telefon i cena spadła o 2 tyś.

Był jeden warunek. Rozbieram i składam auto. Mi to pasowało, bo i tak chciałem brać w tym udział. Cena była tak niska, że nie miałem już wątpliwości. Jednak, czego wymagać za takie pieniądze. Nie ma nic za darmo. Dlatego ustaliłem premie, która mam nadzieje zmobilizuje do lepszej pracy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Dzisiaj ogarnąłem prawie cały demontaż. Póki, co to rdza na podłodze przy samych progach. Wnęka koła zapasowego. Spody drzwi i klapy. Podszybie. Typowo. Jutro zdemontuje jeszcze przednią wykładzinę, zlecą błotniki i będziemy w pełni świadomi ile mam tam rudy. A i jeszcze przednia szyba do zdjęcia. Tam może być gnój. Zdjąłem ramkę i straszny syf tam jest. Błoto.
z przodu zdrowo
