Dlaczego inni są normalni, a ja nie - i kupuję kolejny karawan?
: 14 czerwca 2021, 23:26
Pytanie zasadne, historia ciekawa, a może i nie?
Było to tak, początkiem 2021, a może nie do końca początkiem, to już marzec był, czy tam koniec lutego, jeden kij, zajmowałem się jednocześnie trzema czy czterema rzeczami - sesja, praca naukowa, stajnia, do tego przeprowadzka. W sumie to musiał być koniec lutego, bo opuściłem dom 1.03... a auto przyjechało w pierwszy wtorek marca. No ale. Więc siedzę sobie przy kawie przy komputerze, w domu rozpiernicz totalny, panowie (i pani) z firmy przewozowej wynoszą kolejne rzeczy, koty dostają palpitacji serca zamknięte w łazience, ktoś miał incydent kałowy w kuchni, studenci pytają, czy mogą jeszcze dostać zaliczenie za obecność, bo okazało się, że egzamin ma bazę 300 pytań, a nie 20 i nie polegają na pokolorowaniu pieska, przeglądam olx, no i wyskakuje ogłoszenie - Ford Crown Victoria, 1290 PLN. Myślę sobie - pewnie cena za skrzynię, albo co. Ale nie - serio, jest kombi CV za niecałe 1300 PLN, wyrejestrowana, kompletna i wygląda sobie ot, tak:

Ok, ten krzyż jest trochę po zbóju, ale reszta nie wygląda głupio. Jeszcze tylko transport z Olecka, które jest gdzieś na drugim końcu kraju, jakieś Bydgoszcze, czy inne Suwałki. Pewnie będzie ze dwa kafle kosztował? A wała. Jeden miły przewoźnik przewiezie wóz na swoim pustym kursie za 800. Doliczmy 300 za zestaw części (kompletne hamulce, z zaciskami i cholera wie, co jeszcze) i mamy... LTD Crown Victorię za jakieś 2400 PLN? To nie brzmi jak coś realnego, ale...
Ale tydzień później z lawety zjechało to:


Nie było emblematów - auto stało na parkingu dwa lata i "ktoś" sobie je pożyczył. Ale ok, to auto na części. Założyliśmy akumulator, który mechanicy mieli pod ręką, kluczyk do stacyjki, auto pokaszlało, pokręciło i - wstało. Równo, czysto, fajnie. Bez klepania, pierdzenia, czegokolwiek - pracuje sobie równo, po wrzuceniu biegu jedzie, ale ATFu w skrzyni jest połowa stanu, więc biegi zmienia bardzo późno, nie ma jakichś większych problemów. Decyzja mogła być tylko jedna - żadne auto na części, uruchamiamy dziada.
Trochę o samym aucie, co to jest. To "bazowy" fullsize kombi Forda, czyli model LTD (co oznacza "Luxury Trim Decor"), Crown Victoria LX. Czyli wersja kombi ikonicznego radiowozu. Auto z roku 1990, z nowym dziobem (podobnie jak i Grand Marquis, LTD miał facelift w 1988) i kilkoma poprawkami w stosunku do modelu produkowanego od 1979. Do Polski trafiło w 1995 bodajże (wybaczcie, ale papiery są zakopane), uszkodzone - ściągnęła je firma produkująca karawany, wyremontowała używając części z wcześniejszych modeli (stąd emblemat na błotniku - te po 88 ich nie mają) i zamienników z nowszych (stąd białe kierunki, obecne tylko w roczniku 1991). Do tego przemalowała na czarno i zamieniła je w trzysobowy trumnowóz. Od tego czasu do 2019 wóz woził osoby, które zmieniły miejsce zamieszkania, jak mawiał Krzysztof Kononowicz, a potem, zezłomowany, bo nie sprzedał się za 6000 PLN, wrastał na parkingu - aż do marca 2021, kiedy trafił do mnie. Obejrzyjmy sobie go z bliska...

Wnętrze przypomina nasze Volvo - beżowe półskóry. Szeroka, skajowa deska, radio takie, jak w MGM. Drewniany dekor to kalkomania na metalowej listwie. Srebrny dekor jest plastikowy. Auto posiada dwa airbagi - jedna z niewielu wykupionych opcji.

Separator. Zamontowany na dwie śruby, ma szybkę, na wypadek, gdyby pasażer jednak wstał i trzeba było go, nie wiem, potraktować shotgunem?

Urwane lusterko ujawnia, że wóz należał kiedyś do jakiegoś studenta, albo nauczyciela. Ciekawe, czy był bangbusem.

Przestrzeń bagażowa wyłożona materiałem do wykładania trumien i częściami do auta, a także bagażnikiem dachowym. Plus winda do trumien. Strahd von Zarovich piszczałby z zachwytu.

Tylna furta dostała mocno po tyłku. Widać też, jak przerobiono kierunkowskazy - pomarańczowa żarówka w świetle cofania to polski patent, oryginalnie miga cała duża lampa.

Naklejka Triple A. Wyobraźcie sobie, siedzicie w biurze AAA, a tu dzwoni jakiś gość i jak w kawale o "ball, ball, ball do me-ta-lu" dyktuje Wam "car broken, broken, pod Byd-gosz-czą".

Myślałem, że to symbol Slaanesha. Wychodzi na to, że nie, że to jakaś wariacja na temat zdobień na trumnach. Wymienię na symbol Slaanesha. A, widać też boczną lampkę - CV je ma, Escort je ma, a w CP ich funkcję pełni zachodząca na bok karoserii lampa tylna.
Tak to wyglądało na początku, ale szybko zaczęło się zmieniać. Najpierw wyleciały trumniaste poszycia z tyłu:

Potem - winda do trumien i panele podłogowe udające podłogę.

Obcięta góra tylnej kanapy i przepłótnione siedzisko też poszły weg.

Blask odzyskiwały też tylne boczki drzwiowe - aczkolwiek ktoś mocno poniszczył ten z prawego tyłu. Być moze trzeba będzie kupić nowy.

Ostatnia poległ zombie apocalypse protector screen. Jak widać, zrobiło się przejrzyście i czysto.


Z racji niemożności zdobycia kanapy tylnej w rozsądnej cenie, zakupiłem od kolegi zmęczoną kanapę z... S60. Inne były za wąskie! Albo ją przemaluję, albo zobaczę, czy nie włożyć turboskóry z sedana 940. Fotele bym odsprzedał, kanapy pewnie i tak nikt nie będzie chciał...

Popracowałem też trochę nad lampami przednimi...

Wymieniłem druciarskie wkłady - ktoś kupił za duże, wiec pociął mocujące ramki metalowe, na szczęście miałem komplet w zapasie...

Zdobyłem tablice z Montany - jednak nieaktualne czarne blachy to cop magnet, nawet, jeśli auto stoi na terenie warsztatu...

Koledzy ze Stanów pomogli zdobyć brakujące emblematy i "celownik" - jeszcze nie wszystko założyłem:


I w takim stanie auto miesiąc temu zostało zinwentaryzowane przez Rzeczoznawcę i czeka na decyzję Urzędu.



Co dalej? Pewnie proces rejestracji, czerwone blachy, wizyta w tłumikarni, poprawki blacharskie spodu, wymiana uszczelniacza "ogona" skrzyni (ten sam problem, co w Yaruzelu - ATF wycieka w sporych ilościach i przez to auto nie zmienia biegów, albo zmienia późno), mocowanie tylnej kanapy, drobne poprawki lakiernicze. Potem może pomarańczowa belka świetlna, magnetyczne oznaczenia Ночной дозор i nocne patrolowanie pastwisk. Może uda się ustrzelić leszego, albo chociaż nocnicę. Relikt czy nie, dwie tony rozpędzone do 40 na godzinę zgniotą wszystko.
Było to tak, początkiem 2021, a może nie do końca początkiem, to już marzec był, czy tam koniec lutego, jeden kij, zajmowałem się jednocześnie trzema czy czterema rzeczami - sesja, praca naukowa, stajnia, do tego przeprowadzka. W sumie to musiał być koniec lutego, bo opuściłem dom 1.03... a auto przyjechało w pierwszy wtorek marca. No ale. Więc siedzę sobie przy kawie przy komputerze, w domu rozpiernicz totalny, panowie (i pani) z firmy przewozowej wynoszą kolejne rzeczy, koty dostają palpitacji serca zamknięte w łazience, ktoś miał incydent kałowy w kuchni, studenci pytają, czy mogą jeszcze dostać zaliczenie za obecność, bo okazało się, że egzamin ma bazę 300 pytań, a nie 20 i nie polegają na pokolorowaniu pieska, przeglądam olx, no i wyskakuje ogłoszenie - Ford Crown Victoria, 1290 PLN. Myślę sobie - pewnie cena za skrzynię, albo co. Ale nie - serio, jest kombi CV za niecałe 1300 PLN, wyrejestrowana, kompletna i wygląda sobie ot, tak:

Ok, ten krzyż jest trochę po zbóju, ale reszta nie wygląda głupio. Jeszcze tylko transport z Olecka, które jest gdzieś na drugim końcu kraju, jakieś Bydgoszcze, czy inne Suwałki. Pewnie będzie ze dwa kafle kosztował? A wała. Jeden miły przewoźnik przewiezie wóz na swoim pustym kursie za 800. Doliczmy 300 za zestaw części (kompletne hamulce, z zaciskami i cholera wie, co jeszcze) i mamy... LTD Crown Victorię za jakieś 2400 PLN? To nie brzmi jak coś realnego, ale...
Ale tydzień później z lawety zjechało to:


Nie było emblematów - auto stało na parkingu dwa lata i "ktoś" sobie je pożyczył. Ale ok, to auto na części. Założyliśmy akumulator, który mechanicy mieli pod ręką, kluczyk do stacyjki, auto pokaszlało, pokręciło i - wstało. Równo, czysto, fajnie. Bez klepania, pierdzenia, czegokolwiek - pracuje sobie równo, po wrzuceniu biegu jedzie, ale ATFu w skrzyni jest połowa stanu, więc biegi zmienia bardzo późno, nie ma jakichś większych problemów. Decyzja mogła być tylko jedna - żadne auto na części, uruchamiamy dziada.
Trochę o samym aucie, co to jest. To "bazowy" fullsize kombi Forda, czyli model LTD (co oznacza "Luxury Trim Decor"), Crown Victoria LX. Czyli wersja kombi ikonicznego radiowozu. Auto z roku 1990, z nowym dziobem (podobnie jak i Grand Marquis, LTD miał facelift w 1988) i kilkoma poprawkami w stosunku do modelu produkowanego od 1979. Do Polski trafiło w 1995 bodajże (wybaczcie, ale papiery są zakopane), uszkodzone - ściągnęła je firma produkująca karawany, wyremontowała używając części z wcześniejszych modeli (stąd emblemat na błotniku - te po 88 ich nie mają) i zamienników z nowszych (stąd białe kierunki, obecne tylko w roczniku 1991). Do tego przemalowała na czarno i zamieniła je w trzysobowy trumnowóz. Od tego czasu do 2019 wóz woził osoby, które zmieniły miejsce zamieszkania, jak mawiał Krzysztof Kononowicz, a potem, zezłomowany, bo nie sprzedał się za 6000 PLN, wrastał na parkingu - aż do marca 2021, kiedy trafił do mnie. Obejrzyjmy sobie go z bliska...

Wnętrze przypomina nasze Volvo - beżowe półskóry. Szeroka, skajowa deska, radio takie, jak w MGM. Drewniany dekor to kalkomania na metalowej listwie. Srebrny dekor jest plastikowy. Auto posiada dwa airbagi - jedna z niewielu wykupionych opcji.

Separator. Zamontowany na dwie śruby, ma szybkę, na wypadek, gdyby pasażer jednak wstał i trzeba było go, nie wiem, potraktować shotgunem?

Urwane lusterko ujawnia, że wóz należał kiedyś do jakiegoś studenta, albo nauczyciela. Ciekawe, czy był bangbusem.

Przestrzeń bagażowa wyłożona materiałem do wykładania trumien i częściami do auta, a także bagażnikiem dachowym. Plus winda do trumien. Strahd von Zarovich piszczałby z zachwytu.

Tylna furta dostała mocno po tyłku. Widać też, jak przerobiono kierunkowskazy - pomarańczowa żarówka w świetle cofania to polski patent, oryginalnie miga cała duża lampa.

Naklejka Triple A. Wyobraźcie sobie, siedzicie w biurze AAA, a tu dzwoni jakiś gość i jak w kawale o "ball, ball, ball do me-ta-lu" dyktuje Wam "car broken, broken, pod Byd-gosz-czą".

Myślałem, że to symbol Slaanesha. Wychodzi na to, że nie, że to jakaś wariacja na temat zdobień na trumnach. Wymienię na symbol Slaanesha. A, widać też boczną lampkę - CV je ma, Escort je ma, a w CP ich funkcję pełni zachodząca na bok karoserii lampa tylna.
Tak to wyglądało na początku, ale szybko zaczęło się zmieniać. Najpierw wyleciały trumniaste poszycia z tyłu:

Potem - winda do trumien i panele podłogowe udające podłogę.

Obcięta góra tylnej kanapy i przepłótnione siedzisko też poszły weg.

Blask odzyskiwały też tylne boczki drzwiowe - aczkolwiek ktoś mocno poniszczył ten z prawego tyłu. Być moze trzeba będzie kupić nowy.

Ostatnia poległ zombie apocalypse protector screen. Jak widać, zrobiło się przejrzyście i czysto.


Z racji niemożności zdobycia kanapy tylnej w rozsądnej cenie, zakupiłem od kolegi zmęczoną kanapę z... S60. Inne były za wąskie! Albo ją przemaluję, albo zobaczę, czy nie włożyć turboskóry z sedana 940. Fotele bym odsprzedał, kanapy pewnie i tak nikt nie będzie chciał...

Popracowałem też trochę nad lampami przednimi...

Wymieniłem druciarskie wkłady - ktoś kupił za duże, wiec pociął mocujące ramki metalowe, na szczęście miałem komplet w zapasie...

Zdobyłem tablice z Montany - jednak nieaktualne czarne blachy to cop magnet, nawet, jeśli auto stoi na terenie warsztatu...

Koledzy ze Stanów pomogli zdobyć brakujące emblematy i "celownik" - jeszcze nie wszystko założyłem:


I w takim stanie auto miesiąc temu zostało zinwentaryzowane przez Rzeczoznawcę i czeka na decyzję Urzędu.



Co dalej? Pewnie proces rejestracji, czerwone blachy, wizyta w tłumikarni, poprawki blacharskie spodu, wymiana uszczelniacza "ogona" skrzyni (ten sam problem, co w Yaruzelu - ATF wycieka w sporych ilościach i przez to auto nie zmienia biegów, albo zmienia późno), mocowanie tylnej kanapy, drobne poprawki lakiernicze. Potem może pomarańczowa belka świetlna, magnetyczne oznaczenia Ночной дозор i nocne patrolowanie pastwisk. Może uda się ustrzelić leszego, albo chociaż nocnicę. Relikt czy nie, dwie tony rozpędzone do 40 na godzinę zgniotą wszystko.
