Dzisiaj zarejestrowałem się na tym forum, gdyż również jestem miłośnikiem solidnych i pięknych aut ze szwedzkiej stali, szczególnie jednego jedynego 144 B20A z 1972 roku, którego kupiłem w 2016 roku w Warszawie.
Na przestrzeni lat wymieniłem w nim masę rzeczy, ostatnio sprężyny i amortyzatory, a kilka dni temu przyszedł czas na remont układu hamulcowego.
Szczegóły pominę, chyba, że ktoś będzie ciekaw.
Założyłem nowe przewody giętkie oraz komplet nowych zacisków duńskiej firmy Budweg ze Skandcar,
uszczelki nieco grubsze i szersze niż oryginalne, z miękkiej miedzi,
przewody sztywne oryginalne, bo z wierzchu są nadal w dobrym stanie, wewnątrz drożne i szczelne, a lejki na końcach mają gładkie i czyste.
Napełniłem i wstępnie odpowietrzyłem układ wg instrukcji.
Nie uruchamiałem nawet silnika, jedynie pompuję pedałem i pojawiły się nieszczelności. Większości pozbyłem się dociągając stopniowo śruby po ułamku obrotu, jednak z przodu na połączeniu nowych przewodów giętkich przez miedziane uszczelki z żeliwnymi zaciskami wciąż minimalnie się sączy płyn.
No właśnie ciekawe że połączenia starych przewodów są szczelne, a nowy z nowym przepuszcza.
Moje pytanie byc moze głupie i proste - ale czy ta metoda poskutkuje?
Bo boję się zerwać gwinty. Poza tym autem moje doświadczenie mechaniczne to tylko motocykle i aluminiowe zaciski, z którymi nigdy nie miałem problemów, z żeliwnymi zaciskami nie miałem do czynienia.
Podgrzać uszczelkę palnikiem i na gorąco dociągać, zalać uszczelkę z obu stron cyną, nasmarować gwint jakąś pastą uszczelniającą, co sensownego zrobić?
Może te Budwegi mają jakieś wady?
Aż się boję pedałować na silniku, bo wtedy cholery dostanę jak zewsząd poleci i pozrywam jeden gwint za drugim.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za wskazówki czy choćby za słowa otuchy
Karwik