Volvo Special Delivery nie było kierowane do korpusów dyplomatycznych, ale ogólnie do firm zagranicznych i turystów. Można było kupić sobie wóz na czas pracy za granicą, a potem wysłać do domu przy okazji powrotu. Kojarzę gdzieś historię, że można było ten fracht powrotny zamówić jako usługę w Volvo podczas realizowania zakupu.
Baron pewnie mógłby rozwinąć ten temat.
Stąd biorą się u nas różne anomalie, jak auta w amerykańskiej specyfikacji sprzedane jako nowe w Europie (i potem jeżdżone tylko tu, jak prawdopodobnie było z tym egzemplarzem). Niektórzy pisali, że można było nawet zamawiać jakieś miksy, typu auto w amerykańskiej specyfikacji, ale z europejskimi tapicerkami czy kolorami nadwozia.
To auto sprawiało wrażenie przejścia jakiejś przygody którymś bokiem i po jednej stronie miało sporo szpachlówki (miało też najcięższą maskę spośród wszystkich aut jakie miałem). Z drugiej strony kupiłem je od faceta, który woził się nim chyba 20 lat. Zawsze miałem to za dobrą monetę, jak ktoś jeździ jednym wozem tyle czasu, to chyba musiał je lubić i jako-tako dbać.
Swoją drogą, czy ostała sie książka serwisowa? Była w komplecie jak sprzedawałem to auto.
PS.
MarcinS, znalazłem kierunkowskaz który kiedyś do niego kupiłem, chcesz?
fonderal pisze:Miałem kiedyś takie, polski oddział rosyjskiej telewizji Ostankino kupił je u Fibaka na Jagiellońskiej w Warszawie w 1993 roku. Dyplomatami to oni nie byli

Oni zawsze tak mówią
