Strona 2 z 6

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 13 listopada 2014, 20:43
autor: Dymitr
Skoro są amerykańskie, to dla równowagi trochę brytyjskiej motoryzacji: Na pierwszym planie LR Defender 110, 87 rok Ex Mod (militarka). Silnik 2,5 NA diesel traktorek - szykuje się swap na 3,9 V8 :)

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 13 listopada 2014, 20:55
autor: Mareek
Defendery to inny wymiar motoryzacji. Dzikość i w pewien sposób prymitywna forma opakowana w angielskim stylu jest po prostu nie do podrobienia. Pierwszym razem tylko oglądaliśmy, następnym razem liczę na przejażdżkę :)

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 13 listopada 2014, 21:27
autor: Dymitr
Mareek pisze:Defendery to inny wymiar motoryzacji. Dzikość i w pewien sposób prymitywna forma opakowana w angielskim stylu jest po prostu nie do podrobienia. Pierwszym razem tylko oglądaliśmy, następnym razem liczę na przejażdżkę :)
pojeździmy i to pewnie już niebawem ;)

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 13 listopada 2014, 21:39
autor: Mareek
Pasuje mi!

To porcja ode mnie:

Moja pierwsza miłość motoryzacyjna, która trwa nieprzerwanie od 4 lat i mam zamiar trzymać to auto dalej:
Audi S6 C4 4.2 AEC (to ten sam silnik co trafił do Volvo)

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tym autem zaraził mnie kolega przy pojeżdżawkach jego egzemplarzem bardzo mocno stuningowanym mechanicznie.
Saab 9000 Aero - od 1,5 roku ze mną i również planuję trzymać go długo
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 13 listopada 2014, 23:46
autor: deejay.ftb
moja historia jest jak ksiazka telefoniczna - niezbyt porywajaca za to obfitujaca w bohaterow. zaczelo sie od Audi 80 B3, potem byly dwie 100 C4 - przed- i poliftowa przez wiekszosc mylnie nazywana pierwszym A6 - dobrze sie przypaczywszy mozna wychwycic moj egzemplarz w tle tego tutaj:

w 2009 kupilem jedyne auto o ktorym warto napisac wiecej niz jedno slowo i ktore prawdopodobnie zostanie ze mna dluzej niz jakiekolwiek inne dotychczas - Audi Coupe typ81/85 (w skrocie B2)
zaczelo sie tak:
Obrazek
obecnie jest tak:
Obrazek
a w przyszlym roku, daj Panie Szatanie, chcialbym wyprowadzic toto na droge o wlasnych jego silach. reszte az do obecnie posiadanego 945 nalezy stanowczo przemilczec zwlaszcza ze przyszedl czas na jednoslady ktore ujezdzam z przerwami od 13. roku zycia, z braku jednakoz odpowiedniej kategorii do roku 2012 byla to dwusuwowa drobnica natomiast uzyskawszy uprawnienia wsiadlem na cos prawie 'normalnego':
- pierwsza byla Honda CMX250 ktora sie w serii nie uchowala:
Obrazek
- a obecnie zmagam sie z rewitalizacja i personalizacja nieco wiekszej Hondy CM400:
Obrazek

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 14 listopada 2014, 10:50
autor: MisYogi
Ja mimo młodego wieku też już trochę tych wóżków miałem :)
1. Kupiony chwilę przed zdaniem prawka, niestety w wyniku młodzieńczej głupoty zginął śmiercią tragiczną.
Obrazek

2. Kolejny trabant, kupiony za grosze. Szybko został sprzedany, za dużo pracy wymagał aby doprowadzić go do stanu jeżdżącego.
Obrazek

3. Poczciwa stopiątka. Bardzo sympatyczne auto, dobrze je wspominam. Absurdalnie podsterowne. Sprzedany ze względu na dziewczynę, bała się nim jeździć z powodu totalnego braku mocy i 30min do piećdziesiątki.
Obrazek

4. Pierwsze normalne auto. Sprawował się rewelacyjnie, palił mało gazu. Równy rok nim przejeździłem. Pewnie jeździłbym do dzisiaj gdyby nie moja miłość do Volvo. No i ogólnie jakoś nie widzę siebie w czymś pospolitym typu Golf czy Passat.
Obrazek

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 19 listopada 2014, 14:18
autor: dom?n
Oprócz GLT mamy jeszcze resztki Mazdy MX-5. Długa i ciekawa historia w sumie:

Obrazek

Kupiona w 1998, cztery lata po wyprodukowaniu. W Polsce, na czarnych blaszkach (gdyby wtedy ktoś wiedział że takie rzeczy będą teraz zajebiste to by się ich nie zmieniło potem na białe...). Moja mama wypatrzyła ją w jakimś autokomisie w środku nocy, na drugi dzień wróciła i kupiła sobie. Lans straszliwy.

Z czasem wychodziły nowe kwiatki, różne mniej i bardziej istotne naprawy ujawniały kolejne ciekawostki, takie jak fakt, że to wersja USA której w Europie nie sprzedawano. Albo że jedno światło hałasuje przy zamykaniu nie dlatego że coś jest popsute, tylko dlatego że ociera o maskę. W efekcie któregoś dnia przy okazji poprawiania lakieru okazało się, że Miata składa się w znakomitej większości że szpachli - była bita z przodu, z tyłu, z boków, poza tym w 1994 wyszła z fabryki w kolorze British Racing Green. Jakość naprawy blacharskiej po tych wypadkach była bardzo wysoka - mimo bycia ulepem wytrzymała dzielnie kilkanaście lat normalnego użytkowania przez cały rok.

Obrazek

Gdzieś w okolicach początku 2010 moja mama uznała że pora zmienić auto na nowsze (też MX-5). Ludzie którzy przywiązują się do rzeczy materialnych mają czasem problemy z logicznym myśleniem - moja mama uznała że żal jej sprzedawać starą Miatę, więc zimę auto spędziło pod grubym kożuchem śniegu na podwórku. No bo przecież taka fajna jest że trudno się z nią rozstać. Tu zaczyna się właściwy problem.



Ponieważ byłem wtedy zatwardziałym fanem mojego nowego Passata B3 kombi (nie trwało to długo), moje zainteresowanie Mazdą było tylko takie, że należy ją umyć, dobrze sfotografować i dobrze sprzedać. Wystawiłem ją nawet za jakieś chore pieniądze na forum MX-5.pl, i parę osób było nawet mocno zainteresowane. Ale z każdym kilometrem (do myjni, na sesję zdjęciową, do sklepu po bułki) okazywało się że to auto jest chorobą przenoszoną drogą kropelkową. Inaczej mówiąc: jest tak zajebiste, że ja też nie chciałem żeby zniknęło.

Obrazek

W efekcie zaczęliśmy sobie korzystać z Miaty na pół gwizdka, potem coraz bardziej, a w końcu na pełen etat. Pojechaliśmy sobie nawet na dziesięciodniowe wakacje do Litwy, Łotwy i Estonii, skąd wróciliśmy na lawecie - ze starości pękł pasek rozrządu, 770km od Poznania, przy 130km/h na autostradzie auto zasugerowało że pier*oli i nie jedzie dalej. Było mniej więcej południe, dookoła pola i lasy po horyzont, a ja nie wiem nawet jak sprawdzić czy w aucie jest iskra. Koniec końców dzięki splotowi niezwykle sympatycznych okoliczności na drugi dzień rano pojechaliśmy busem do domu z Miatą na lawecie, a podróż z litewską załogą kierowaną przez litewskiego kierowcę była czymś niezapomnianym. Gość zabrał nas na pokład o 9:00, o 24:00 wypuścił pod moim domem, po czym wsiadł i pojechał jeszcze raz tyle do Niemiec. Oczywiście nie autostradami, bo drogo. Reszta załogi była już niezdatna do prowadzenia pojazdów mechanicznych, więc pewnie radził sobie sam.

Obrazek

Przez kolejne lata nawijaliśmy niewielkie ilości kilometrów na szpulkę, garażowaliśmy auto zimą i zbieraliśmy się do generalnego remontu. Generalny remont, jak potem się okazało, wyniósłby podobne pieniądze co potrójna wartość auta, toteż nie doszedł do skutku po dziś dzień. Pomijam punktowe naprawy typu wymiana progów bo chyba coś z nimi jest nie tak (wewnętrzne łączenie progu z podłogą utleniło się około 5 cm wgłąb nadwozia patrząc od drzwi), oczywiście wszystko byle jak i na pałę bo przecież kiedyś zrobimy generalny remont. Wymieniliśmy dach, jednak pan dachowiec uznał że takiego odcienia jaki potrzebujemy to on nie ma, więc wpadł jaśniejszy materiał. Jakieś bzdety typu remonty hamulców, wysprzęgnik (druga laweta w karierze, tym razem Gdańsk - Poznań). Oczywiście legendarna trwałość samochodów japońskich okazała się prawdą - każda jedna awaria w tym aucie wynikała z zaniedbania albo niedopilnowania interwałów wymiany czegośtam. Naprawdę nikt nie dbał o ten pojazd, a on dzielnie jeździł wte i wewte kiedy tylko było potrzeba.

Obrazek

Po przeprowadzce spod miasta do centrum zapotrzebowanie na drugie auto zmalało dramatycznie, więc głównym zadaniem Miaty było zabezpieczać dwusetkę w razie przestojów u mechanika, a także zbierała wizytówki laweciarzy z gatunku "kupię to auto gotówka!". W międzyczasie skończył się przegląd. Przegląd, który rok wcześniej załatwiłem pierwszy i ostatni raz w życiu na pół-lewo (diagnosta widział auto, ale w paru miejscach tracił wzrok). Tydzień temu zawiozłem Miatę do znajomego warsztatu gdzie chłopaki mieli zdiagnozować czy jeszcze przedłużamy agonię, czy to już pora.

Wygrała druga opcja. Na chwilę obecną: zawias trawi rdza, elementy gumowo-metalowe w komplecie do wymiany, amortyzatory i sprężyny z tyłu również, karoseria przestaje istnieć i to w newralgicznych miejscach (podłużnica, ściana grodziowa, kielichy i inne), silnik cieknie (ale one tak mają w naturze). Suma napraw wykonanych przekracza wartość auta, nawet jeśli wybrać opcję budżetową i nie robić tego najlepiej jak się da, tylko "tak wiesz, na kilka lat, przecież niedługo remont".

Obrazek

Toteż podjęliśmy bardzo smutną decyzję pożegnania się na amen z tym egzemplarzem, może z Miatą w ogóle, sporo gratów z wnętrza posłuży do budowy kolejnej Miaty, którą to będziemy raczyć tym mitycznym generalnym remontem o którym czytaliście już parę razy w tej krótkiej opowieści. Fantów jest sporo: niesamowity system audio z głośnikami w zagłówkach i generatorem niskich częstotliwości w fotelach (taki subwoofer który nie gra, tylko przenosi drgania z muzyki na nerki pasażerów), tempomat, beżowe skóry, elektryka wszystkiego, silnik 1.8 mocniejszy od 20-15km niż podstawowy 1.6, hardtop, urocza malutka kierownica Momo i tak dalej i tak dalej.

A teraz idę cicho chlipać w poduszkę bo strasznie trudno żegna się auto-przyjaciela który woził mnie odkąd miałem 10 lat :roll:

PS. gratuluję każdemu kto przeczytał całość, chyba się trochę rozpisałem.

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 19 listopada 2014, 14:35
autor: fullsize
Ja przeczytałem. Uwielbiam czytać takie historię i doskonale Cię rozumiem. Dla mnie też wszystkie moje dotychczasowe samochody były czymś więcej niż urządzeniami do przemieszczania się.

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 19 listopada 2014, 14:36
autor: Mareek
Dobra lektura... piwko do tego powinno być w zestawie :)

Re: Czym jeszcze jeżdżę / jeździłem

: 19 listopada 2014, 14:44
autor: dom?n
Jako epilog mogę dodać, że waham się codziennie czy kupować kolejną Miatę, czy spasować i kupić coś innego (bo na świecie jest tyle kretyńskich samochodów które chciałbym mieć). Ale teraz, po napisaniu tej historyjki znów skłaniam się ku następnym MX-5...